Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 października 2010

o 19:21 , Autor: Rafał 0 komentarze

Fiu fiu - brak aktualizacji bloga przez ponad trzy miesiące to trochę przesada, ale po prostu nie miałem żadnego pomysłu na ciekawy wpis (a przynajmniej na poziomie porównywalnym do ostatniego). Wrodzone lenistwo również zrobiło swoje.

Kolejny rok akademicki i kolejne zabawki wpadają w ręce studenta Informatyki na AGH. Zakres kontynuowanych laboratoriów z Technologii Obiektowych obejmuje wprowadzenie do Windows Presentation Foundation, czyli jednej z najnowszych technologii Microsoftu służącej do programowania zarządzanego kodu dla systemów Windows. Początkowo WPF może wydawać się bardzo zagmatwany i mało intuicyjny, ale po dłuższej zabawie każdy programista powinien przekonać się, że ma do czynienia z bardzo rozbudowanym i prostym w obsłudze narzędziem. Tworzenie aplikacji zaczyna przypominać trochę zabawę klockami LEGO. Problem w tym, że tych klocków jest w cholerę i pełne poznanie wszystkich możliwości WPF wymaga wielu lat praktyki. Brzmi zachęcająco, prawda? ;)

Obecny semestr to również obowiązkowy projekt z techniki mikroprocesorowej. Studenci dobierają się w co najmniej dwuosobowe zespoły i sami wybierają temat projektu, który musi zostać zaakceptowany przez doktora prowadzącego laboratorium. Tradycyjnie tworzę zespół z Mupetem, a na tematykę naszego projektu wybraliśmy konstrukcję samochodziku zdalnie sterowanego przez Bluetooth. Całość chcemy oprzeć na mikrokontrolerze Atmega8 i układzie bluetooth BTM-222. Powiem szczerze, że obecnie jest to dla mnie czarna magia, ale właśnie po to są takie przedmioty, aby czegoś się nauczyć. Informacje na temat postępów w budowie naszego samochodu będziemy oczywiście publikować m.in. na blogach.

A co nowego na kierunku? To już staje się faktem - Informatyka AGH zaczyna otwierać się na ludzi. W dzisiejszych czasach sama elitarność kierunku nie wystarczy, aby zachęcić licealistów do rekrutacji. Zostaną więc uruchomione różnego rodzaju marketingowe działania, mające na celu promocję kierunku. Na chwilę obecną mogę jedynie zdradzić, że niedługo powinna powstać strona internetowa tworzona przez aktualnych studentów Informatyki AGH, na której kierunek zostanie przedstawiony "od środka". I nie będzie to jedynie galeria nieogolonych facetów we flanelowych koszulach ;)

Czytaj dalej...

czwartek, 22 kwietnia 2010

o 20:09 , Autor: Rafał 0 komentarze

Ten post pierwotnie powinien dotyczyć szczegółowej relacji z konwentu Magnificon 8 i zabawy Pillow Fight z 10 kwietnia 2010. Wiadomo jednak, że tego dnia miała miejsce jedna z najtragiczniejszych katastrof lotniczych w historii Polski. Nie mam jednak zamiaru poruszać tematu katastrofy i pogrzebu Prezydenta, ponieważ inni napisali o tym już wystarczająco dużo. Wolałem ciszę.

Pillow Fight, czyli spontanicznie organizowana krakowska walka na poduszki, została równie spontanicznie odwołana. Zastąpił ją żałobny przemarsz studentów pod Krzyż Katyński.

Magnificon jednak się odbył, choć w mocno okrojonej formie. Nie chciałbym być w skórze organizatorów - z jednej strony nagła żałoba narodowa, a z drugiej mnóstwo ludzi, którzy przyjechali nawet z drugiego końca Polski. Ostatecznie zadecydowano o rezygnacji z najgłośniejszych atrakcji (m.in. nocna dyskoteka, koncerty, Whose Line) i uczczeniu ofiar katastrofy minutą ciszy. Sytuację na konwencie dobrze oddaje komentarz Yanka pochodzący z ACP:

Konwent został otoczony pewną bańką przez którą nie docierały do uczestników sygnały z jakimi Wy mieliście doczynienia w TVN 24 czy TVPinfo. Nieliczne jednostki z dostępem do internetu, czy dzięki telefonicznym aktualizacjom od rodziców przekazywały strzępki informacji, które składały się w taką a nie inną całość. Do konwentowiczów nie trafiło orędzie, nie trafiło przemówienie Premiera i przedewszytkim nie widzieli oni listy ofiar czy czarno-białych zdjęć. Dla większości osób na konwencie - przynajmniej tych, których świadomość narodowa i dojrzałość pozwalała ogarnąć zaistniałą sytuacje - zginął symbol - Prezydent. Nie człowiek - Lech Kaczyński, nie jego współpasażerowie - lecz SYMBOL - pewnego rodzaju abstrakcyjna idea jaką kojarzyli z jego funkcją.

W chwili podania informacji o katastrofie na konwencie przebywało 2000 osób. Połowa z nich to nieletni - pozbawieni opieki czy środków na awaryjny powrót do domu. Pierwotna decyzja organizatorów jak i późniejsza dyrektora szkoły o nie odwoływaniu wydarzenia, nie pozostawianiu takiej ilości osób bez żadnej opieki jest zrozumiała. Ok. godziny 11 radiowęzeł przekazywał pierwsze komunikaty o zmianie charakteru konwentu, o konieczności zachowania powagi i uszanowania zaistniałej sytuacji. W chwilę potem spontanicznie powstały i zostały rozwieszone plakaty upraszające o stosowne zachowanie.

Rzeczywiście nie wszyscy konwentowicze potrafili zachować się godnie - nie szanując choćby ogłoszonej minuty ciszy. Lecz miejmy świadomość, że mamy doczynienia z dziećmi - z osobami które nie rozumiały charakteru tragedii.

Dopiero po przybyciu na teren szkoły Dyrektora i po jego oświadczeniu wygłoszonemu do wszystkich uczestników sytuacja uległa radykalnej zmianie. Dyrektor nazwał uczucie, skierował myśli wszystkich ku zadumie i refleksji i swoim autorytetem uświadomił wszystkim, iż miała miejsce prawdziwa katastrofa dotykająca swym ogromem całego Narodu. Jego wystąpienie zastąpiło osobom na konwencie to z czym Wy mieliście doczynienia w domach czy przed radioodbiornikami. Bańka otaczająca konwent częściowo pękła. Wiele osób uświadomi sobie ogrom tragedii dopiero gdy wróci do domów i ujrzy w telewizji twarze, które znali z codziennych wiadomości. Wtedy bańka otaczająca gości krakowskiego Magnificonu pęknie w pełni.

Wszędzie - nie tylko na konwencie - zdarzyły się osoby, które nie zrozumiały i nie zrozumieją tego co się stało - nic na to nie poradzimy i nie możemy z tego powodu oskarżać całości jaką jest konwent o brak szacunku czy niestosowne zachowanie. Uważam, że po nazwaniu tragedii po imieniu, wiele osób zachowało się dużo dojrzalej i dzielniej niż wskazywał by na to ich wiek.

Możecie mieć różne zdanie na temat reakcji organizatorów konwentu, dyrekcji czy uczestników. Natomiast apeluje o nie przeradzania najbliższych dni w bezsensowne spory i flejmy na temat Magnificonu. Swoją niechęć do ich decyzji będziecie mogli pokazać przy okazji następnego konwentu organizowanego przez Miohi - nie jadąc na niego.

Obecny czas powinniśmy poświęcić na zadumę i przemyślenie tragedii jaka dotkneła Nas wszystkich. Apeluje o nie kontynuowanie tematów podniesionych przez moich przedmówców - będzie na to czas gdy już umilkną żałobne dzwony.

Myślę, że nie mam nic więcej do dodania. Ja większą część czasu spędziłem na warsztatach ju-jitsu i projekcji anime. Obejrzałem oczywiście pokaz cosplayu, jednak połowa uczestników (z ponad setki) zrezygnowała w związku z zaistniałą sytuacją.

Podsumowanie Magnificonu? Tego się nie podejmę.

Pogrzeb Lecha Kaczyńskiego na Wawelu i protesty związane z nim? Mogę tylko powiedzieć, że w pełni popieram wpis na blogu Mupeta.

Czytaj dalej...

niedziela, 14 marca 2010

o 23:40 , Autor: Rafał 0 komentarze

Po moim ostatnim wpisie opisującym trzeci dzień Studenckiego Festiwalu Informatycznego w Krakowie, skontaktowała się ze mną Małgorzata Domańska, członkini zespołu kAMUflage, zwycięzcy zeszłorocznego konkursu Imagine Cup 2009, oferując odpowiedzi na wszelkie nurtujące mnie pytania dotyczące udziału w tym konkursie.

Podczas sobotniego wykładu, który prawie w całości oparty był na opisie zwycięskiego projektu, zabrakło mi informacji dotyczących całej drogi przebytej przez zespół biorący udział w konkursie. Szczególnie interesowały mnie kolejne etapy konkursu, ich wygląd, wymagania stawiane przez organizatorów, jak również rzeczywisty nakład pracy włożony w stworzenie takiego projektu. Poniżej przedstawiam zadane przeze mnie pytania i odpowiedzi udzielone przez Małgorzatę - mam nadzieję, że wpis ten będzie ciekawym uzupełnieniem festiwalowego wykładu, jak i ciekawą lekturą dla studentów planujących udział w konkursie Imagine Cup.



Jak wyglądają początki uczestnictwa w Imagine Cup? Szczególnie interesują mnie różnego rodzaju technikalia związane z całym przebiegiem konkursu: zaczynając od zgłoszenia pomysłu, tworzenia dokumentacji, jakie są limity czasowe i treściowe nakładane przez organizatorów?


Każda kategoria ma trochę inny przebieg, więc opiszę jedynie Software Design i H.E. Suzzane Mubarak Special Award, bo właśnie w tych kategoriach startował mój zespół.

W Software Design pierwszy etap polega na przesłaniu abstraktu. Dokument krótki i po polsku. Co roku na stronach polskiego Microsoftu umieszczany jest szablon w formacie .docx, który należy wypełnić. Opisujesz ogólny pomysł na projekt. Abstrakt ma limit słów: mniej więcej 250-300. Na podstawie tego dokumentu polski Microsoft wyłania ok. 50 drużyn, których projekty dobrze rokują. W tym roku było tak wielu chętnych, że wyłoniono chyba 59 drużyn (ostatnie zajęły wspólnie 50-te miejsce). W zasadzie nie trzeba mieć wówczas nawet jednej linijki kodu, ale proponuję jednak nie czekać i z góry zakładać, że ten etap się przejdzie - i już wtedy zabierać się za pisanie projektu.

Następnie w okolicach marca rozgrywany jest drugi etap konkursu, gdzie należy wysłać dłuższy dokument oraz film z działającej aplikacji, wszystko w języku angielskim. Zgłoszenie znów idzie do Microsoft w Polsce. Szablon dokumentu należy pobrać i wypełnić. Jest on podzielony na sekcje takie jak: problematyka, użyte technologie... Każda zawiera około 300 słów, a cały dokument liczy 5 stron.

Na podstawie tego dokumentu i filmiku wyłonione zostaje 10 drużyn, które jadą na dwa dni do Warszawy (w okolicach maja) na finały krajowe.

Pierwszego dnia odbywa się tzw. sesja plakatowa. Każda drużyna ma mały boks i siedzi w nim cały dzień, pokazując swój projekt. Należy oczywiście mieć ten pokaz przemyślany. Na sali są grupy sędziowskie (od 2-3 sędziów) i co pół godziny przechodzą oni z boksu do boksu. Wysłuchują prezentacji, oglądają system (nie testują!!!) i zadają pytania. Wszystko w języku polskim.

Sędziowie są z różnych branż: informatycznej, biznesowej oraz artystycznej. W Polsce drugim organizatorem jest Instytut Wzornictwa Przemysłowego. Sędziowie są zazwyczaj przedstawicielami sponsorów.

Rankiem drugiego dnia (pierwszy dzień wykańcza!) zostaje wyłonionych 5 drużyn, które mają wygłosić długą dwudziestominutową prezentację na dużej scenie po angielsku. W prezentacji biorą udział sędziowie oraz publiczność, na którą składają się np. pozostałe zespoły, znajomi i prasa(!!!). Należy pokazać system, opowiedzieć o architekturze i co najważniejsze trzeba zadbać o to, żeby to nie była prezentacja tylko dla informatyków. Trzeba przede wszystkim pokazać, że projekt ma zastosowanie i dotyka realnych problemów. Po wygłoszeniu prezentacji do każdego zespołu kierowane są pytania sędziów (już po polsku), a potem odbywa się narada sędziów. Po południu ogłoszenie wyników.

Kto mógł awansować do finału w Kairze?

Pierwsze miejsce w konkursie krajowym jedzie na finały światowe. W zeszłym roku zajęliśmy pechowe drugie :) więc nie mogliśmy pojechać do Kairu.

A jednak się udało?

W maju zostały ogłoszone dodatkowe Awardy. W tym H.E.Suzanne Mubarak Special Award, który był skierowany właśnie do drużyn startujących w Software Design. Pani Mubarak postawiła własne cele projektowe, trochę inne niż ONZ. Należało przedstawić trzystronicowy dokument, który opisuje rozwiązanie tego problemu.

Dokument ten należało wysłać już na światowe finały do Kairu. Wszystko po angielsku. Którejś (nerwowej dla mnie wówczas) nocy o 2:00 ogłoszono pięć drużyn z całego świata (około 170 zgłosiło się do tej kategorii). Te 5 drużyn otrzymało bilety do Kairu :)

Na samych finałach również każda kategoria ma inny program. Moja miała jedną prezentację dwudziestominutową w małej sali, przed grupą pięciu sędziów plus widownia (ale mała). Po angielsku oczywiście. Potem pytania sędziów, nasze odpowiedzi i wieczorem ogłoszono trzy drużyny, które staną na podium. Wieczorem na wielkiej scenie, pod samymi piramidami, ogłoszenie końcowych wyników, w tym naszych miejsc na podium :) Wyszliśmy z flagami, odebraliśmy statuetki i wielki plastikowy czek :) Emocji, które mi wtedy towarzyszyły nie potrafię opisać... Coś pięknego i niezapomnianego :)

Powiem szczerze, że najbardziej w Waszym systemie zainteresowała mnie technika OCR rozpoznawania zapisu nutowego. Jak długo trwały Wasze prace nad tą funkcjonalnością i nad sposobami konwersji nuty->Braille jeszcze przed wzięciem udziału w konkursie?

Prace rozpoczęliśmy dopiero na konkurs. Zaczynaliśmy od zera. Dodam, że nie znamy się za bardzo ani na muzyce, ani nie jesteśmy brajlistami. Korzystaliśmy w tych dziedzinach z pomocy internetu, dokumentów i publikacji dotyczących tych zagadnień, a także z pomocy osób trzecich, czy to znajomych czy przyjaciół, czy innych ludzi, którzy chcieli pomóc grupce studentów biorących udział w konkursie.

Jak rozwijał się wasz projekt w trakcie trwania konkursu?

W chwili prezentacji w Warszawie projekt dotyczył jedynie zamiany nut na Braille`a. Do H.E.Suzanne Mubarak Special Award zmieniliśmy cały interfejs i rozbudowaliśmy system do tego, który pokazaliśmy w Krakowie.

Takie prywatne pytanko - ile tak naprawdę czasu i wysiłku zabrała Wam praca włożona w tworzenie systemu?

Praca nad systemem zabierała nam bardzo dużo czasu, szczególnie prace programistyczne dotyczące tego OMR (muzyczny OCR, czyli Optical Music Recognition). Jest trochę publikacji na takie tematy, ale dopiero po konkursie tak naprawdę mieliśmy czas porządnie się za nie zabrać. Czyli do pracy magisterskiej. Na konkurs tworzyliśmy szybko algorytmy (wiele jest naprawdę jak najprostszych), aby po prostu rozpoznawanie zadziałało oraz by udało się odegrać muzykę czy wydrukować braille`a. Pracowaliśmy właściwie dniami i nocami (więcej w miarę zbliżania się kluczowych dat oddawania czegoś) i spędzaliśmy każdą wolną chwilę nad systemem. Około 7 miesięcy pracowaliśmy do finałów w Kairze. Przy finałach krajowych i światowych musieliśmy jeszcze sporo wysiłku włożyć w przygotowanie prezentacji i dokumentów, gdyż to na ich podstawie sędziowie wydają pierwsze wyroki. Należy baaaaardzo przemyśleć co i jak się pokazuje. Czas jest ograniczony i nie ma możliwości przedłużania. Nagranie filmu również zabrało sporo czasu i wysiłku.

Jak bardzo uczelnia wspierała Was w przygotowaniach do kolejnych etapów? Czy nie pojawiały się problemy związane np. z brakiem czasu na uczestnictwo w zajęciach akademickich?

Nasza drużyna składała się z dwóch uczelni: UAM i Politechniki Poznańskiej. Ja studiuję na UAM na Wydziale Matematyki i Informatyki. Mój wydział baardzo mocno nas wszystkich wspierał. Finansował całej drużynie wyjazdy do Warszawy i pokrywał wszelkie koszty związane z projektem lub przygotowaniami (np. ulotki, plakaty czy koszulki zespołowe na finały). Także wykładowcy i prowadzący zajęcia byli bardzo przychylni i ze zrozumieniem podchodzili do naszych próśb o przełożenie jakichś terminów zaliczeń czy składania prac na przedmioty. Zajęć w miarę możliwości staraliśmy się nie opuszczać, jednak gdy zbliżały się terminy konkursowe zawsze przed zajęciami informowaliśmy prowadzących dlaczego będziemy nieobecni - i spotykaliśmy się z życzliwością. Po prostu dogadywaliśmy się z wykładowcami jak możemy nadrobić braki, czy jak zaliczyć dany przedmiot. Nie było w tej kwestii żadnych nieporozumień ani problemów :) Dodam jeszcze, że z naszego wydziału były jakby dwie drużyny. Dziekan towarzyszył nam na finałach krajowych w Warszawie. Został zaproszony na scenę, kiedy ogłaszano, która z drużyn zajmie I, a która II miejsce - przypadkiem tak się złożyło, że obie drużyny były z tego samego wydziału :)

A jak tam praca magisterska?

Praca magisterska dopiero powstaje i nowy system również. Algorytmy udoskonaliliśmy i poprawiliśmy całe rozpoznawanie, ale nowy system nie jest jeszcze w takiej wersji, którą można by zaprezentować.

Dziękuję za udzielone odpowiedzi i życzę dalszych sukcesów :)
-----------------------

PS. Tym razem zdjęcie perfidnie ukradłem z oficjalnej strony Imagine Cup.

Czytaj dalej...

sobota, 13 marca 2010

o 23:27 , Autor: Rafał 1 komentarze

Jak zapowiedziałem, dnia drugiego dla mnie nie było. Niestety - siły wyższe. Co ciekawego usłyszałem w trakcie trzeciego dnia festiwalu?

Najważniejszą rzeczą na jaką należało zwrócić uwagę, to straszne pustki. W pierwszym wykładzie, prócz organizatorów, wzięło udział jedynie 20-30 osób. Można domyślić się, że sobotnie wykłady nie były na tyle interesujące, by przyciągnąć studentów w wyjątkowo paskudną pogodę (zimno, wiatr, topniejący śnieg, deszcz).
Pierwszy wykład prowadzony był przez studencką grupę kAMUflage, która w zeszłym roku zajęła I miejsce w międzynarodowym konkursie Imagine Cup 2009. Treść wykładu w znacznej części oparta była na opisie zwycięskiego projektu, którym był rozbudowany system TraMuBraTion (Translate Music to Braile Notation).



System ma za zadanie ułatwienie dostępu do muzyki osobom niewidomym. Podstawowym trybem programu jest konwersja muzyki z kilku podstawowych formatów (zapis nutowy, midi, xml, plik tekstowy) na muzyczną notację alfabetu Braille'a i umożliwienie wydrukowania muzyki w takim formacie przy użyciu specjalnej drukarki. Najciekawszym elementem tej części systemu jest algorytm OCR umożliwiający odczytanie zapisu nutowego na podstawie pliku graficznego (np. ze zdjęcia lub skanu). Częścią systemu jest również specjalnie skonstruowany statyw z podświetleniem, który umożliwia osobie niewidomej wykonanie w prosty sposób idealnego zdjęcia kartki z zapisem nutowym przy pomocy telefonu komórkowego.

System ten posiada również elementy edukacyjne, umożliwiające niewidomym dzieciom rozpoczęcie przygody z muzyką, a nawet komponowanie własnych utworów. Co ciekawe - każdy użytkownik aplikacji może dzielić się z innymi swoimi kompozycjami za pośrednictwem internetowej biblioteki programu.

Podsumowując - system jest naprawdę bardzo interesujący, a jego autorzy wykonali kawał dobrej roboty. Pierwsze miejsce dla tego projektu jest jak najbardziej zasłużone. Mam tylko nadzieję, że autorzy i projekt nie zostaną pozostawieni sami sobie i otrzymają wsparcie. Na podstawie odpowiedzi udzielonej na pytanie kolegi, wszystko wskazuje na to, że do tej pory projekt nie został objęty patronatem żadnej poważnej firmy zajmującej się oprogramowaniem.

Tyle na temat pierwszego wykładu, który dotyczył bardziej opisu zwycięskiego projektu niż samego konkursu Imagine Cup (szczególnie interesowało mnie to, jak taki konkurs wygląda "od środka" - niestety takiej wiedzy na wykładzie zabrakło).

Drugi i ostatni wykład, w którym uczestniczyłem, dotyczył narzędzia do budowy projektów (zwłaszcza javowskich) o nazwie Gradle. Tomasz Kaczanowski z firmy Software Mind przedstawił możliwości tej open-sourcowej aplikacji, a także wyjaśnił, dlaczego akurat to narzędzie jest przez niego uważane za lepsze od takich popularnych aplikacji jak Ant lub Maven.

Po drugim wykładzie odbyło się wręczenie nagród w głównych festiwalowych konkursach. Niestety spora ilość zwycięzców (szczególnie konkursu organizowanego przez Software Mind) w ogóle nie stawiła się na rozdanie nagród, co niekiedy doprowadzało do zabawnych sytuacji.

SFI 2010 zakończone, pozostał niedosyt. Powiem szczerze, że zeszłoroczny festiwal informatyki posiadał zdecydowanie ciekawszą listę wykładowców i poruszanych przez nich tematów. Cóż, mam nadzieję, że SFI 2011 wypadnie lepiej.

PS. Zdjęcia ukradłem z oficjalnej strony drużyny kAMUflage - link

Czytaj dalej...

piątek, 12 marca 2010

o 00:25 , Autor: Rafał 1 komentarze

Jedna z największych studenckich imprez informatycznych doczekała się w tym roku swej szóstej edycji. Korzystając z lekkiego początku letniego semestru, również w tym roku postanowiłem wziąć udział przynajmniej w części organizowanych w ramach festiwalu imprez.

Po raz kolejny jednak uważam, że termin organizacji festiwalu jest kiepski. Trzydniowa impreza organizowana jest w dniach czwartek-piątek-sobota, a przecież wiadomo, że większość studentów w czwartki i piątki ma zajęcia. W moim przypadku czwartkowy i piątkowy zajęć jest dosyć luźny, ale znam sporo osób, które muszą opuścić najciekawsze festiwalowe wykłady, aby zdążyć na obowiązkowe laboratoria i ćwiczenia.
Wracając do festiwalu - dziś miałem możliwość udziału jedynie w dwóch wykładach. Pierwszy z nich prowadzony był przez dr. inż. Michała Korzyckiego (którego znam dobrze z AGHowskich wykładów i laboratoriów). Tematyka wykładu kręciła się wokół mechanizmów rekomendacji (wykorzystywanych np. w sklepie internetowym Amazon), a zwłaszcza omówiony został rozwój zakończonego już konkursu Netflix Prize, który polegał na opracowaniu algorytmu, który będzie osiągał co najmniej 10% lepszą skuteczność niż standardowy algorytm rekomendacji firmy Netflix. Magiczna bariera dziesięciu procent przebita została w lipcu 2009 roku, a zwycięzca zgarnął nagrodę w wysokości miliona dolarów.



Omówione zostały również ogólne zasady działania tego typu algorytmów, ich wymagania techniczne, a także cel ich istnienia (łatwo domyślić się, że chodzi tu o zwiększenie zysków sklepu internetowego).

Drugi wykład prowadzony był przez Piotra Walczyszyna z firmy Adobe. Wykład ten przedstawiał najnowsze światowe trendy związane z budowaniem aplikacji typu RIA (bogatych aplikacji internetowych), a także najnowsze technologiczne możliwości platform Flash i środowiska Adobe AIR. Przedstawione zostały również możliwości wykonywania przy wykorzystaniu tych technologii ciekawych aplikacji na urządzenia mobilne.

Dzień zakończył się dobrym piwkiem w knajpie. Drugi dzień imprezy niestety bardzo koliduje mi z zajęciami i nie będę w stanie uczestniczyć w większości jutrzejszych festiwalowych atrakcji. Zwłaszcza żałuję, że nie będę mógł wziąć udziału w wykładzie Piotra Koniecznego pt. "Google Hacking w testach penetracyjnych". Jeśli macie możliwość - przyjdźcie koniecznie. Wykłady Piotrka zawsze są interesujące ;)

Czytaj dalej...

wtorek, 2 lutego 2010

o 15:14 , Autor: Rafał 2 komentarze

Niestety - pogarszający się stan mojego kolana (które wprawdzie nie przeszkadza mi w chodzeniu, ale zdecydowanie utrudnia np. chodzenie po schodach) zmusił mnie do zanurzenia się po raz pierwszy w najbardziej zagadkowej organizacji na świecie, która powszechnie zwie się polską służbą zdrowia.

Moją wędrówkę ku zdrowiu musiałem oczywiście rozpocząć od najniższego szczebla, czyli lekarza pierwszego kontaktu. Po załatwieniu terminu i odczekaniu swego w kolejce, Pani Doktor od razu wypisała mi skierowanie na leczenie specjalistyczne do chirurga-ortopedy. Kolejnym krokiem było załatwienie terminu wizyty w poradni specjalistycznej w wybranym przeze mnie szpitalu. Mój wybór padł na Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. L. Rydygiera w Krakowie.

Pierwsze co mnie uderzyło, to wyjątkowo ciekawe oznakowanie szpitala. Wszystkie możliwe punkty rejestracji do poradni specjalistycznych zostały ładnie oznakowane - z wyjątkiem mojej, czyli Poradni Chirurgicznej. Na szczęście szatniarki, pracujące jednocześnie jako punkt informacyjny, całkiem porządnie wytłumaczyły mi w jakim kierunku powinienem się udać szpitalnym labiryntem - tzw. "tablice informacyjne" można rozbić o kant tyłka, bo z ich pomocą człowiek nie jest w stanie gdziekolwiek trafić. Po dwóch skrętach w lewo, minięciu ostrego dyżuru i kilku kolejnych bloków szpitala, dotarłem do rejestracji Poradni Chirurgicznej.

Dwa okienka rejestracji, spora kolejka. Być może wszystko mogło by odbyć się zdecydowanie sprawniej, ale "królami szpitala" są oczywiście (znane z autobusów miejskich) turbobabcie i turbodziadki, które uwielbiają wpierniczać się na początek kolejki. Jeśli ktoś zwróci im uwagę, to oczywiście szybko odpyskują, że "przecież oni stoją tu od 7 rano" (miałem ochotę odpowiedzieć, że gó*no mnie to obchodzi, ale jakoś się powstrzymałem).

Jakoś dopchałem się do tego okienka i przedstawiłem odpowiednie dokumenty. Termin wizyty mam wyznaczony na początek kwietnia. Z mojej rozmowy z lekarką pierwszego kontaktu wynika, że powinienem raczej spodziewać się zabiegu artroskopii - a to wiąże się również z wcześniejszym przeprowadzeniem serii szczepień przeciw żółtaczce (na wszelki wypadek). Pożyjemy, zobaczymy.

Ktoś zapyta - dlaczego męczysz się z NFZ, zamiast iść od razu do prywatnego gabinetu? Odpowiadam - rodzice od lat płacą składki na służbę zdrowia, to dlaczego mam nie skorzystać z czegoś, co mi się należy? Póki mam siłę, to wycisnę z NFZ tyle, ile się tylko da.

Z przyjemniejszych rzeczy: hemoglobina wróciła do normy i mogłem dziś dwunasty raz oddać honorowo krew. Legitymacja krwiodawcy zapełniona, "na dniach" powinienem otrzymać nową, tym razem z twardymi okładkami. Do odznaki 3 stopnia brakuje jeszcze dwóch oddań krwi.

Ja wracam do zjadania moich darmowych czekolad, a wszystkim walczącym z polską służbą zdrowia polecam utwór zespołu Czarno-Czarni:



Czytaj dalej...

niedziela, 29 listopada 2009

o 15:42 , Autor: Rafał 2 komentarze

W dniach 28-29 listopada 2009 odbył się w Krakowie konwent mangi i anime o nazwie "B-Con", którego miałem okazję być uczestnikiem. Konwent ten od samego początku cieszył się ogromnym zainteresowaniem, ze względu na odwołanie wielu innych konwentów w południowej części naszego kraju (czego powodem były m.in. nowe przepisy o organizacji imprez masowych). Jak jednak spisał się B-Con?

Od razu zaznaczam, że mój wpis będzie do złudzenia przypominał relację na żywo z konwentu, która była prowadzona przez Lorda Ravena na serwisie ACP (dla niewtajemniczonych: anime.com.pl). Po prostu po przeczytaniu jego recenzji doszedłem do wniosku, że mamy identycznie spostrzeżenia. Ja postaram się je tylko uzupełnić.

Impreza została zorganizowana w budynku Centrum Sztuki Solvay. Na miejscu byłem już w okolicach godziny 9:30, oficjalnie konwent startował o godzinie 10:00. Na samym początku należało odczekać swoje w kolejce. Początkowo poruszała się ona dosyć topornie, ale na szczęście nie brakło atrakcji w postaci przekrzykiwania się stojących w kolejce z "pilnującymi porządku" (np. od drzwi szedł rozkaz "trzy kroki w tył", a od tłumu szło popularne "daj kamienia" lub "pokaż cycki"). Po wejściu do budynku każda zarejestrowana osoba otrzymywała identyfikator, książeczkowy informator oraz wydrukowaną tabelę ze spisem atrakcji, godzinami i rozpiską atrakcji według sal:



I tutaj pojawił się pierwszy zonk, czyli rozbieżności w zawartości tabelki z rozpiską, a informatorem (który również był rozpiską, ale bardziej rozbudowaną). Jednak szybko większości osobom udało się zorientować, że prawdziwe dane są zawarte właśnie w tabelce.

Budynek konwentu nie był duży, raczej o zgubieniu się nie mogło być mowy. Na parterze został zorganizowany sklep z mangowymi gadżetami, gdzie każdy mógł sobie zakupić plakaty, pinsy, magnesy, mangi, koszulki, wlepki, kocie uszy, dodatki do ubrań, stringi, figurki... czyli wszystko, czym fani m&a mogą się zainteresować. Niestety ceny były dosyć wygórowane, ale mniejsza o to. Na parterze była również zorganizowana Panelówka 1.

Na pierwszym piętrze zorganizowano pomieszczenie dla Panelówki 2, herbaciarnię (prowadzona przez grupę HIDOI), Host "Gay" Bar (ciekawa nazwa, prawda?) oraz punkt Dance Dance Revolution. Sala kinowa została przerobiona na "Main", gdzie odbywały się główne atrakcje. Kolejne piętra to sala "Main 2" oraz miejsca na spanie/leżenie/zostawienie swoich rzeczy (choć tak naprawdę każdy kładł swoje rzeczy w najbliższym możliwym płaskim i wolnym miejscu.

Panele i atrakcje były w większości bardzo ciekawe, więc pominę całe cukrzenie i przejdę do wytykania. Panel "DBilionerzy", czyli konkurs wiedzy o anime "Dragon Ball" wypadł wyjątkowo kiepsko. Mało ludzi było zainteresowanych udziałem (w sumie zgłosiły się 3 drużyny po dwie osoby), a sposób prowadzenia i zadawania pytań czasem wprowadzał więcej zamieszania niż porządku w grze.

Pomijając dwie panelówki, które się nie odbyły z powodu złego stanu zdrowia prowadzących - wszystko odbywało się płynnie i na czas. Aż do chwili rozpoczęcia cosplayu... Samo rozpoczęcie atrakcji opóźniło się blisko o godzinę, a wszyscy zainteresowani (czyli praktycznie wszyscy uczestnicy) musieli ustawić się i czekać w długiej kolejce do sali oznaczonej jako "Main". Organizatorzy do końca nie byli przekonani, czy sala jest w stanie pomieścić wszystkich chętnych - metodą prób i błędów (czyli wpuszczania po kolei w małych grupach) udało się jednak upchnąć wszystkich na salę.

Sam cosplay też miał kilka wpadek, takich jak pomylenie kolejności uczestników, puszczenie złego podkładu muzycznego, puszczenie podkładu muzycznego za wcześnie itp. Jednak udało się pociągnąć atrakcję do końca i wyłonić zwycięzców.

Niestety pewne poślizgi w planach powodowały "blokowanie" konwentu - uczestnicy imprezy musieli coś ze sobą robić, gdy w danym czasie nie odbywała się żadna atrakcja (lub wyjątkowo ciekawa atrakcja). Z poślizgiem rozpoczął się również koncert grupy "WOGULE", ale warto było czekać - dziewczyny naprawdę ładnie śpiewają, aż miło było posłuchać :)

Po drodze odbyło się sporo innych ciekawych atrakcji, których jednak szczegółowo nie będę opisywał. Dodam tylko, że na HCD lałem ze śmiechu - uczestnicy konkursu położyli mnie na łopatki (wsuw, wsuw, wsuw...)

Noc spędziłem na maratonie filmów japońskiego reżysera Takashi Miike (jego filmy można podsumować zwrotem: OMG WTF?!). Doskonała okazja na zobaczenie sposobu na przecięcie człowieka na pół przy wykorzystaniu noża przypiętego do pięty...

Drugi dzień to ciężkie budzenie się, kilka paneli, podsumowanie roku w fandomie, kilka kolejnych zabaw i oficjalnie zakończenie konwentu. Było warto, polecam wszystkim!

Poniżej link do galerii zdjęć z konwentu autorstwa mojego i Mupeta. Niestety połączenie zooma i słabego oświetlenia daje mizerne efekty, więc na wielu zdjęciach robionych w zaciemnionych pomieszczeniach pojawia się tzw. pikseloza. Tak czy siak, zapraszam do oglądania: CLICK.

Dorzucam jeszcze dwa nagrania z koncertu grupy WOGULE autorstwa Mupeta:






Czytaj dalej...

wtorek, 20 października 2009

o 17:38 , Autor: Rafał 1 komentarze

Jakiś czas temu Wojciech Cejrowski w swoim programie "Po mojemu" (emitowanym na kanale TVN Style) ostro i zdecydowanie wypowiadał się na temat spraw, które go wkurzają w życiu codziennym. Ja nie będę gorszy i też się trochę powkurzam.

W krakowskich autobusach, które są dla mnie codziennością, wkurzają mnie dwie rzeczy. Nie mam na myśli korków, ciasnoty, czy marnej klimatyzacji - do tego człowiek może się przyzwyczaić. Denerwuje mnie zachowanie niektórych pasażerów, którzy robią wszystko, by jak najbardziej przeszkadzać współpasażerom.

Pierwsze wkurzające mnie zachowanie - próba dopchania się do drzwi wyjściowych mimo, iż do przystanku jeszcze daleko. Bardzo popularne wśród starszych osób. Zamiast poczekać, aż autobus się zatrzyma lub zacznie zwalniać na ostatniej prostej - taki osobnik nachalnym przepychaniem się zmusza wszystkich do wygibasów i puszczenia uchwytów, co przy ostrych zakrętach może zakończyć się glebą lub rozkwaszeniem nosa na szybie. POCZEKAJ! Na pewno nie tylko ty wysiądziesz na tym przystanku, a to, że będziesz pierwszy/a przy drzwiach i tak nic ci nie da! Kierowca też nie ruszy, póki widzi ruch w kamerze!

Druga sprawa dotyczy głównie młodych. W Krakowie już rzadko się z tym spotykam, ale na przykład w moim Przemyślu jest to wciąż na porządku dziennym. Wbijcie sobie dzieciaki do łba, że słuchanie na głos muzyki w środkach publicznego transportu to WIOCHA (a słuchanie na głos hip-hopu lub techno to już TOTAL WIOCHA). Kupcie sobie słuchawki, do jasnej cholery!



Krótko mówiąc - będąc w tłumie staraj się zachowywać tak, by jak najmniej przeszkadzać innym. OK?!

Czytaj dalej...