wtorek, 2 lutego 2010
Niestety - pogarszający się stan mojego kolana (które wprawdzie nie przeszkadza mi w chodzeniu, ale zdecydowanie utrudnia np. chodzenie po schodach) zmusił mnie do zanurzenia się po raz pierwszy w najbardziej zagadkowej organizacji na świecie, która powszechnie zwie się polską służbą zdrowia.
Moją wędrówkę ku zdrowiu musiałem oczywiście rozpocząć od najniższego szczebla, czyli lekarza pierwszego kontaktu. Po załatwieniu terminu i odczekaniu swego w kolejce, Pani Doktor od razu wypisała mi skierowanie na leczenie specjalistyczne do chirurga-ortopedy. Kolejnym krokiem było załatwienie terminu wizyty w poradni specjalistycznej w wybranym przeze mnie szpitalu. Mój wybór padł na Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. L. Rydygiera w Krakowie.
Pierwsze co mnie uderzyło, to wyjątkowo ciekawe oznakowanie szpitala. Wszystkie możliwe punkty rejestracji do poradni specjalistycznych zostały ładnie oznakowane - z wyjątkiem mojej, czyli Poradni Chirurgicznej. Na szczęście szatniarki, pracujące jednocześnie jako punkt informacyjny, całkiem porządnie wytłumaczyły mi w jakim kierunku powinienem się udać szpitalnym labiryntem - tzw. "tablice informacyjne" można rozbić o kant tyłka, bo z ich pomocą człowiek nie jest w stanie gdziekolwiek trafić. Po dwóch skrętach w lewo, minięciu ostrego dyżuru i kilku kolejnych bloków szpitala, dotarłem do rejestracji Poradni Chirurgicznej.
Dwa okienka rejestracji, spora kolejka. Być może wszystko mogło by odbyć się zdecydowanie sprawniej, ale "królami szpitala" są oczywiście (znane z autobusów miejskich) turbobabcie i turbodziadki, które uwielbiają wpierniczać się na początek kolejki. Jeśli ktoś zwróci im uwagę, to oczywiście szybko odpyskują, że "przecież oni stoją tu od 7 rano" (miałem ochotę odpowiedzieć, że gó*no mnie to obchodzi, ale jakoś się powstrzymałem).
Jakoś dopchałem się do tego okienka i przedstawiłem odpowiednie dokumenty. Termin wizyty mam wyznaczony na początek kwietnia. Z mojej rozmowy z lekarką pierwszego kontaktu wynika, że powinienem raczej spodziewać się zabiegu artroskopii - a to wiąże się również z wcześniejszym przeprowadzeniem serii szczepień przeciw żółtaczce (na wszelki wypadek). Pożyjemy, zobaczymy.
Ktoś zapyta - dlaczego męczysz się z NFZ, zamiast iść od razu do prywatnego gabinetu? Odpowiadam - rodzice od lat płacą składki na służbę zdrowia, to dlaczego mam nie skorzystać z czegoś, co mi się należy? Póki mam siłę, to wycisnę z NFZ tyle, ile się tylko da.
Z przyjemniejszych rzeczy: hemoglobina wróciła do normy i mogłem dziś dwunasty raz oddać honorowo krew. Legitymacja krwiodawcy zapełniona, "na dniach" powinienem otrzymać nową, tym razem z twardymi okładkami. Do odznaki 3 stopnia brakuje jeszcze dwóch oddań krwi.
Ja wracam do zjadania moich darmowych czekolad, a wszystkim walczącym z polską służbą zdrowia polecam utwór zespołu Czarno-Czarni:
wtorek, 29 grudnia 2009
Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki. A są przecież inne narody, które wprost uwielbiają zaglądać do kieliszka i (choć nie potrafią wypić tyle co przeciętny Polak lub Rosjanin) napotykają podobny problem z tym związany: kac. Jak Japończycy radzą sobie z tą dolegliwością?
Kac (z niem. Katzenjammer) – złe samopoczucie występujące kilka godzin po spożyciu nadmiernej ilości napojów alkoholowych. Etanol zawarty w napojach alkoholowych odpowiada za stan tzw. upojenia alkoholowego. Jego picie zmienia jednak metabolizm organizmu, gdyż jest on wydalany praktycznie w całości w postaci zmienionej. Najczęstszymi dolegliwościami towarzyszącymi kacowi są ból głowy i odwodnienie organizmu.
Tyle na ten temat można wyczytać w Wikipedii. Kac towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat, czyli od chwili wynalezienia napojów alkoholowych. Każde społeczeństwo zaczęło wypracowywać własne metody walki z nim, a przynajmniej próbowano załagodzić jego skutki. Japończycy jednak nie mają łatwego picia życia. To, że mieszkańcy wschodniej Azji nie są w stanie wypić tyle co Słowianin jest niepodważalnym faktem. Jednak część Japończyków odziedziczyła po swoich przodkach mutację genu odpowiedzialnego za prawidłowy metabolizm etanolu. Pechowi posiadacze popsutego genu szybciej się upijają i częściej napotykają negatywne skutki picia alkoholu, do których zalicza się również wyżej wymieniony kac. Nietrudno jest więc zgadnąć, że genetyczna podatność na silnego kaca zmusiła społeczeństwo japońskie do opracowania szeregu "mądrości ludowych" dotyczących sposobu walki z wrogiem smakoszy alkoholowych trunków. Oto lista najpopularniejszych w Japonii leków na kaca:
Pocari Sweat
Pocari Sweat to popularny w Japonii napój izotoniczny przeznaczony głównie dla sportowców. Napoje izotoniczne wyróżniają się lepszym nawadnianiem organizmu niż zwykła woda - a każdy wie, że kubeł wody na kaca najlepszy.
Czosnkowe zastrzyki
Bynajmniej nie chodzi tu o jakiś dożylny wyciąg z czosnku lecz o mieszankę glukozy z witaminami C oraz B1, która służy również jako błyskawiczny lek na przeziębienie. Japońscy lekarze zalecają przyjęcie zastrzyku przed piciem alkoholu w celu zabezpieczenia wątroby i uchronienia żołądka przed nieprzyjemnymi dolegliwościami. "Czosnkowa" nazwa zastrzyku pochodzi od nieprzyjemnego, czosnkowego odoru wydobywającego się z ust "zaszczepionego", co jest efektem ubocznym wchłaniania przez organizm witaminy B1. Glukozowo-witaminowy koktajl jest również sprzedawany w postaci gotowego do wypicia napoju.
Persymona, owoc kaki![]()
Od niedawna do kupienia w polskich Biedronkach. W smaku przypomina skrzyżowanie moreli i pomidora. Owoce kaki zawierają różne składniki wspomagające metabolizm alkoholu i usuwanie toksyn z organizmu.
Arbuz
Lecznicze właściwości arbuza znane były od dawien dawna w Chinach, a stąd owoc został zawleczony na wyspy japońskie. Zdrowotnych właściwości arbuza należy doszukiwać się w cytrulinie, która zawarta jest głównie w skórce arbuza. Cytrulina pozytywnie wpływa na układ naczyniowy i poprawia pracę wątroby. Japońska firma San Koa Suikatoo produkuje cytrulinowy wyciąg z arbuza, który sprzedawany jest pod nazwą Suika no Chikara (Moc Arbuza) jako doskonały lek na kaca.
Małże
Skacowana osoba po przebudzeniu raczej nie ma ochoty na zabawę z przyrządzaniem małży, a szkoda. Małże zawierają wszystkie składniki mineralne, które są potrzebne zmaltretowanemu alkoholem organizmowi.
Kurkuma
Znana przyprawa, składnik curry (to właśnie kurkuma nadaje curry żółtawy kolor). Prócz wielu udowodnionych właściwości leczniczych, kurkuma jest uważana w Azji za dobry lek na kaca. Na jej bazie wyprodukowano wiele leczniczych napojów oraz tabletek.
Umeboshi![]()
Najstarszy japoński lek na kaca. Umeboshi to morele japońskie marynowane w soli. Ponoć najlepsze umeboshi powinny być tak kwaśne, by wykręcały twarz na drugą stronę. Są one popularną japońską zagrychą - naukowcy udowodnili, że spożycie umeboshi przed piciem spowalnia wchłanianie alkoholu przez organizm.
Pić mniej
Jest wiele sposobów na kaca - jedne rzeczywiście pomagają, drugie jedynie łagodzą objawy. Tak naprawdę jedynym skutecznym lekarstwem jest picie z umiarem - zwłaszcza, jeśli jesteś genetycznie bardziej podatny na działanie alkoholu.
Źródło: The Japan Times Online

mgr inż. Rafał Pysz "Goku122"
