wtorek, 29 grudnia 2009

o 14:03 , Autor: Goku122 1 komentarze

Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki. A są przecież inne narody, które wprost uwielbiają zaglądać do kieliszka i (choć nie potrafią wypić tyle co przeciętny Polak lub Rosjanin) napotykają podobny problem z tym związany: kac. Jak Japończycy radzą sobie z tą dolegliwością?



Kac (z niem. Katzenjammer) – złe samopoczucie występujące kilka godzin po spożyciu nadmiernej ilości napojów alkoholowych. Etanol zawarty w napojach alkoholowych odpowiada za stan tzw. upojenia alkoholowego. Jego picie zmienia jednak metabolizm organizmu, gdyż jest on wydalany praktycznie w całości w postaci zmienionej. Najczęstszymi dolegliwościami towarzyszącymi kacowi są ból głowy i odwodnienie organizmu.

Tyle na ten temat można wyczytać w Wikipedii. Kac towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat, czyli od chwili wynalezienia napojów alkoholowych. Każde społeczeństwo zaczęło wypracowywać własne metody walki z nim, a przynajmniej próbowano załagodzić jego skutki. Japończycy jednak nie mają łatwego picia życia. To, że mieszkańcy wschodniej Azji nie są w stanie wypić tyle co Słowianin jest niepodważalnym faktem. Jednak część Japończyków odziedziczyła po swoich przodkach mutację genu odpowiedzialnego za prawidłowy metabolizm etanolu. Pechowi posiadacze popsutego genu szybciej się upijają i częściej napotykają negatywne skutki picia alkoholu, do których zalicza się również wyżej wymieniony kac. Nietrudno jest więc zgadnąć, że genetyczna podatność na silnego kaca zmusiła społeczeństwo japońskie do opracowania szeregu "mądrości ludowych" dotyczących sposobu walki z wrogiem smakoszy alkoholowych trunków. Oto lista najpopularniejszych w Japonii leków na kaca:

Pocari Sweat

Pocari Sweat to popularny w Japonii napój izotoniczny przeznaczony głównie dla sportowców. Napoje izotoniczne wyróżniają się lepszym nawadnianiem organizmu niż zwykła woda - a każdy wie, że kubeł wody na kaca najlepszy.

Czosnkowe zastrzyki

Bynajmniej nie chodzi tu o jakiś dożylny wyciąg z czosnku lecz o mieszankę glukozy z witaminami C oraz B1, która służy również jako błyskawiczny lek na przeziębienie. Japońscy lekarze zalecają przyjęcie zastrzyku przed piciem alkoholu w celu zabezpieczenia wątroby i uchronienia żołądka przed nieprzyjemnymi dolegliwościami. "Czosnkowa" nazwa zastrzyku pochodzi od nieprzyjemnego, czosnkowego odoru wydobywającego się z ust "zaszczepionego", co jest efektem ubocznym wchłaniania przez organizm witaminy B1. Glukozowo-witaminowy koktajl jest również sprzedawany w postaci gotowego do wypicia napoju.

Persymona, owoc kaki

Od niedawna do kupienia w polskich Biedronkach. W smaku przypomina skrzyżowanie moreli i pomidora. Owoce kaki zawierają różne składniki wspomagające metabolizm alkoholu i usuwanie toksyn z organizmu.

Arbuz

Lecznicze właściwości arbuza znane były od dawien dawna w Chinach, a stąd owoc został zawleczony na wyspy japońskie. Zdrowotnych właściwości arbuza należy doszukiwać się w cytrulinie, która zawarta jest głównie w skórce arbuza. Cytrulina pozytywnie wpływa na układ naczyniowy i poprawia pracę wątroby. Japońska firma San Koa Suikatoo produkuje cytrulinowy wyciąg z arbuza, który sprzedawany jest pod nazwą Suika no Chikara (Moc Arbuza) jako doskonały lek na kaca.

Małże

Skacowana osoba po przebudzeniu raczej nie ma ochoty na zabawę z przyrządzaniem małży, a szkoda. Małże zawierają wszystkie składniki mineralne, które są potrzebne zmaltretowanemu alkoholem organizmowi.

Kurkuma

Znana przyprawa, składnik curry (to właśnie kurkuma nadaje curry żółtawy kolor). Prócz wielu udowodnionych właściwości leczniczych, kurkuma jest uważana w Azji za dobry lek na kaca. Na jej bazie wyprodukowano wiele leczniczych napojów oraz tabletek.

Umeboshi

Najstarszy japoński lek na kaca. Umeboshi to morele japońskie marynowane w soli. Ponoć najlepsze umeboshi powinny być tak kwaśne, by wykręcały twarz na drugą stronę. Są one popularną japońską zagrychą - naukowcy udowodnili, że spożycie umeboshi przed piciem spowalnia wchłanianie alkoholu przez organizm.

Pić mniej

Jest wiele sposobów na kaca - jedne rzeczywiście pomagają, drugie jedynie łagodzą objawy. Tak naprawdę jedynym skutecznym lekarstwem jest picie z umiarem - zwłaszcza, jeśli jesteś genetycznie bardziej podatny na działanie alkoholu.

Źródło: The Japan Times Online

Czytaj dalej...

czwartek, 24 grudnia 2009

o 11:04 , Autor: Goku122 0 komentarze

W tym poście poruszę kilka spraw, które mógłbym całkiem spokojnie rozbić na trzy osobne wpisy. Niestety z braku laku wyszło jak wyszło...

Na początku chciałbym zaznaczyć ciekawy zwrot w funkcjonowaniu serwisu Youtube, a konkretniej mówiąc: nowy sposób podchodzenia do zamieszczania nieoryginalnych filmików w tym serwisie.
Dawno dawno temu, kiedy Youtube jeszcze do Google nie należało, sprawa wrzucania nieoryginalnych materiałów była rozwiązywana w sposób prosty: zbanowanie konta wrzucacza wraz z poinformowaniem go o przyczynie. Po sławnym przejęciu serwisu przez internetowego giganta polityka pozbywania się nieoryginalnych filmów została zdecydowanie złagodzona: moderatorzy serwisu Youtube blokowali jedynie poszczególne filmy, ostrzegając użytkownika o konsekwencjach zamieszczania takich materiałów oraz dając mu możliwość do udowodnienia swoich racji poprzez bezpośrednią korespondencję z przedstawicielem serwisu.
Wielkie było moje zdziwienie, kiedy kilka dni temu próbując zalogować się na moje konto ujrzałem następującą wiadomość:



Konto otrzymało wiecznego bana. Za co? Ciężko powiedzieć. Owszem, miałem tam dwa krótkie fragmenty anime oraz trzy openingi, ale nie jest to powód do natychmiastowego blokowania całego konta. Niestety razem z filmikami, które mogły zostać uznane za nieoryginalne, wyleciały również moje autorskie filmiki, w tym dwa nagrania z koncertu WOGULE na konwencie B-Con autorstwa Mupeta. Postaram się niedługo odtworzyć te filmiki i wrzucić je jeszcze raz na nowe konto.
Co zarzucam serwisowi Youtube? To, że mimo zmiany polityki traktowania nieoryginalnych nagrań video, zablokowano mi konto bez żadnego ostrzeżenia i bez poinformowania mnie o tym. Niestety, serwis nie daje możliwości odzyskania tych autorskich filmów, które "wyleciały" razem z całym kontem. Baka!



Ostatnio w polskim internecie poruszenie wywołał wpis na blogu Niebezpiecznik.pl, w którym opisano wykorzystywany przez polską policję program COFEE (dlaczego nazwa kojarzy mi się z popularnym na początku tego wieku trojanem CAFEiNi?). Jest to tak naprawdę przyjazny dla użytkownika interfejs służący do zbierania dowodów rzeczowych w komputerze osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa (włamania, kradzieże, posiadanie nielegalnych materiałów) przy wykorzystaniu ogólnodostępnych narzędzi. Dzięki temu policjant za pomocą jednego kliknięcia jest w stanie wyciągnąć z komputera podejrzanego odpowiednie wpisy w rejestrze, pliki, hasła, logi przy wykorzystaniu automatycznie uruchamianych w tle podprogramów i przekształcić je w czytelny dla użytkownika raport.
Można jednak postawić pytanie - czy w czasach, kiedy prawdziwość odczytu tzw. "suszarki" drogówki można obalić poprzez brak certyfikacji baterii, można zaakceptować jako dowód rzeczowy dane binarne zebrane przez niecertyfikowany w żadnym polskim ministerstwie program, który tak naprawdę zajmuje się obrabianiem danych binarnych? Życzę powodzenia policyjnemu informatykowi, który będzie musiał przed sądem (a załóżmy, że sędzia nie ma żadnej wiedzy informatycznej) przedstawić pełną zasadę działania programu i udowodnić prawdziwość oraz niezafałszowanie zebranych danych. Jedynym rozwiązaniem jest chyba zabranie podejrzanemu całego komputera i dopiero wtedy odpalenie programu generującego raport. Ale weź tu teraz szczegółowo udowodnij, że COFEE nie preparuje danych w komputerze... Warto dodać, że COFEE działa tylko pod systemami Windows.

Na zakończenie, wszystkim odwiedzającym mój blog chciałbym życzyć wesołych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, smacznego karpia:



wymarzonych prezentów:



śniegu za oknem:



i ogólnie wszystkiego najlepszego!
Niech te święta umili Wam "ulepszona" wersja słynnego hitu zespołu Wham! pt. "Last Christmas". Polecam!




Czytaj dalej...

czwartek, 3 grudnia 2009

o 08:33 , Autor: Goku122 0 komentarze

Ciupali, ciupali, aż się dociupali. Po kilku atakach, które doprowadziły co najwyżej do podmiany strony głównej, w końcu przeprowadzono skuteczny włam. Wszystko wskazuje na to, że wyciekła baza danych, w tym tabele zawierające dane użytkowników serwisu. Czy jest się czego bać?

Odpowiedź brzmi: raczej nie. Hasła wyciekły, owszem, ale w formie zahaszowanej. Jedyna możliwa forma "złamania" (czyli odtworzenia prawdziwego hasła na podstawie haszu) to ataki słownikowe (z wykorzystaniem tzw. tęczowych tablic). Problem w tym, że takie łamanie trwa bardzo długo, a przy bardzo skomplikowanych hasłach jest praktycznie niemożliwe. Jeśli korzystasz Bojowniku na wielu stronach internetowych z takiego samego, prostego hasła pokroju: "12345", "dupa", "ala" - czas je zmienić we wszystkich serwisach internetowych, bo prawdopodobieństwo wystąpienia takiego ciągu znaków w słownikach służących do łamania haseł jest bardzo duże. Dłuższe i skomplikowane hasła są bezpieczne, ale profilaktycznie należy je również zmienić.

Hasła, hasłami. A co z resztą danych? Tutaj jest już nieco gorzej. Baza zawierała adresy e-mailowe użytkowników serwisu - taki ogromny zestaw "sprawdzonych" (bo działających!) adresów to łakomy kąsek dla spammerów, którzy chętnie wykupują takie skradzione bazy danych na czarnym rynku. Nowe reklamy viagry, cialisu, tanich rolexów... całkiem możliwe, że Bojownicy JM będą mogli zaobserwować wzmożony odbiór takich wiadomości na swoich skrzynkach (czas ustawić filtry antyspamowe).

I jeszcze jedna sprawa: dane adresowe. Wprawdzie te pola były jedynie opcjonalne i większość Bojowników ich nie wypełniała, to na pewno znalazły się osoby, które pozostawiły tam swoje dane adresowe. Tutaj jedynym zagrożeniem jest sama publikacja tych danych w internecie - sama w sobie nie jest szczególnie niebezpieczna, ale mało osób z zadowoleniem przyjmie wiadomość, że jej pełny adres domowy wisi gdzieś w sieci. Wątpię, by ktokolwiek z zagranicy mógł skorzystać z polskich adresów domowych, a polski "czarny rynek" (jeśli w ogóle jeszcze istnieje) raczej nie jest zainteresowany takimi danymi.

Serwis JM jest w tej chwili wyłączony. Administracja stara się dokładnie sprawdzić przebieg ataku i załatać wszelkie dziury, które do niego doprowadziły. Sam jestem ciekaw jak do tego doszło - pierwsze doniesienia wskazują na błąd portalowego systemu archiwizacji danych.

Czytaj dalej...